Pokazywanie postów oznaczonych etykietą restauracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą restauracja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2017

Manekin - Kwiatowa 3

"Kuj żelazo póki gorące." Więc od razu kolejny wpis. Tym razem udamy się w okolice niegdyś najbardziej zatłoczonej poznańskiej ulicy, czyli ul. Półwiejskiej. Jeszcze około 15 lat temu jeśli chciałeś kupić jakąś część garderoby najlepiej było się udać na tą właśnie ulicę. Jeśli pytałeś kogoś czy zna Poznań, a on odpowiadał, że wie gdzie leży Półwiejska, to nikt nie był zaskoczony. Jednak, żeby dotrzeć do naszej restauracji musimy odbić trochę od legendarnej ulicy w część trochę zaniedbaną i zapomnianą, czyli w ulicę Kwiatową. 

Początek nie jest najgorszy, gdyż w tej okolicy powstało kilka przynajmniej z zewnątrz interesujących knajp, jednakże tak jest tylko do skrzyżowania z ulicą Rybaki, bo tam zaczyna się inny świat. Wyremontowane kamienice zastępują stare, zaniedbane a posprzątane chodniki zamieniają się w istne pole minowe. Zabłąkany turysta może pomyśleć, że trafił do jakiejś równoległej rzeczywistości i jest świadkiem wojny pomiędzy ostatnimi skrawkami nie zabrudzonych chodników a psimi odchodami.

Jednak na ulicy Kwiatowej jest coś na co każdy przechodzień MUSI zwrócić uwagę. Jest to kolejka osób oczekujących na wolny stolik w restauracji Manekin. Nie ważne o której godzinie chciałoby się do niej dostać trzeba stać w kolejce po stolik. Wielu taka sytuacja może odstraszać, ale jeśli się głębiej zastanowić to musi być jakiś powód dlaczego 7 dni w tygodniu natkniemy się tam na kolejkę oczekujących na wejście do restauracji. Zazwyczaj trzeba czekać około 15-20 minut, no chyba, że akurat mamy wielkie szczęście, lub pecha. :)

Jest! Nareszcie! Udało mi się dostać do środka. Podchodzi do mnie młoda pani (wyglądająca jakby była w pracy przynajmniej od 48 godzin) i z wymuszonym uśmiechem prosi żeby pójść za nią do stolika. Nie zniechęca mnie to. Zajmuję miejsce w długim korytarzyku - może nie brzmi to zachęcająco, lecz ta miejscówka jest naprawdę stylowa, ogólnie wnętrze restauracji jest bardzo stylowo urządzone. Ci którzy zasiądą w "piwnicy" mogą obserwować krzątaninę kucharzy podczas przygotowywania posiłków.

Zamawiam:
Naleśnika wytrawnego: Kurczak, Gruszka, Lazur, Orzech włoski, Rukola, Sos 16,00 zł
Naleśnika wytrawnego: Indyk z batatem, Mozzarella, Sezam, Sos 16,50 zł
Ceny nie są wysokie, no chyba, że jeden naleśnik nie wystarczy mi żeby się najeść. Wtedy ceny już prezentowałyby się zupełnie inaczej.


  • Naleśnik z kurczakiem - biorę pierwszy kęs... Niech ta chwila trwa jak najdłużej! Połączenie sera lazur gruszki i kurczaka - niesamowity smak. Naprawdę czegoś takiego się nie spodziewałem. Po pierwszych kęsach musiałem sprawdzić czy nie pomyliłem się i nie zamówiłem naleśnika który kosztuję przynajmniej połowę mojej miesięcznej wypłaty. Całe szczęście w menu cały czas widnieje cena 16,00 zł
  • Naleśnik z indykiem - po takim początku nie mogę się doczekać następnego połączenia. Jednak po spróbowaniu okazuje się, że ten naleśnik nie jest tak wyśmienity jak jego poprzednik. Jest naprawdę bardzo smaczny, ale bez rewelacji. Bataty ciekawie uzupełniają smak, lecz całość jest troszkę za sucha a mozzarella - hmmm możliwe, że kucharz o niej zapomniał, bo nie zdołałem jej znaleźć.

Podsumowując:
Jeśli nie zraża Ciebie czekanie 20 minut przed restauracją, to zachęcam do ustawienia się w kolejce do Manekina. Można tutaj przeżyć naprawdę cudowną przygodę (jeśli wybierzesz akurat odpowiedniego naleśnika). Nie wszyscy jednak są takimi głodomorami jak ja i zapewniam Was, że jeden naleśnik w zupełności wystarczy do napełnienia brzucha w takim stopniu żeby nie trzeba było myśleć o deserze. :) Jeśli chodzi o obsługę to pozostawia ona sporo do życzenia, jednak dziewczyny starają się być miłe. :)

Skala Pyszności (1 - 10)
Niestety ten drugi naleśnik troszkę obniżył ocenę 9!

sobota, 21 stycznia 2017

ChiChi4U - Jana Pawła II 14

Witam po długiej przerwie. :) Do napisania kolejnego wpisu skusiło mnie pewne interesujące miejsce. Znajdujemy się na ulicy Jana Pawła II, a przynajmniej tak twierdzi oficjalna strona ChiChi4U. Szczerze mówiąc czemu budka która znajduje się na skrzyżowaniu ulic Berdychowo i Piotrowo ma adres ulicy która biegnie około 100 metrów od tego miejsca? Nie jestem w stanie  tego wytłumaczyć, ale jak to się mówi: "Na wszystko w tym kraju na pewno jest jakieś logiczne wytłumaczenie" :)

Okolica w której znajdujemy się jest zajęta praktycznie w całości przez budynki Politechniki Poznańskiej. Pełno samochodów na parkingach, mnóstwo zabieganych studentów z nosami w książkach nie zwracających uwagi na samochody jeżdżące po ulicy. Przecież są studentami Politechniki - czyli uważają się za święte krowy i to kierowcy powinny uważać na nich (nawet gdy przechodzą przez jezdnię w miejscu do tego nie przeznaczonym) a nie oni na samochody. Z tego totalnego chaosu na samym narożniku dostrzec można bardzo stylowo wyglądającą budkę. Już z daleko rzuca się nam w oczy nazwa knajpy "ChiChi4U".

Wchodzę do środka. Wnętrze nie jest zbyt przestronne. Jeden rząd krzeseł pod oknem i to wszystko. Zajmuję miejsce, rozbieram się (oczywiście nie do naga) :) bo w przeciwieństwie do zimna panującego na zewnątrz w środku jest naprawdę bardzo ciepło. Podchodzę do lady i od razu słyszę wesołe dzień dobry dochodzące z ust młodej i uśmiechniętej dziewczyny. Menu nie jest może zbyt obszerne, ale mi to nie przeszkadza, już wiem, że nikt i nic nie przekona mnie do zamówienia czegoś innego niż Cheesburger. 

Zamawiam:
Cheesburger (200 g 100% wołowiny, ser cheddar, ogórek szwedzki, czerwona cebula, musztarda, ketchup) - 13 zł
Frytki belgijskie + Nuggetsy + sos (250 g frytek, nuggetsy 6 sztuk) - 10 zł
Ceny są bardzo korzystne, oby też miały sporo walorów smakowych.

  • Cheesburger - to jest to za co kocham takie jedzenie! Nie spalona wołowina, na dodatek smakująca jak prawdziwa wołowina, a nie tak jak to coś co dodają do kanapek w McDonaldzie.
  • Frytki belgijskie - jeśli do tej pory myślałem, że wiem jak smakują prawdziwe frytki, to byłem w błędzie! Cudo, nawet jak trochę ostygły dało się je bez problemu jeść.
  • Nuggetsy - nie jestem fanem takiego jedzenia, no i po zjedzeniu tej porcji nie przekonam się do Nuggetsów na pewno.

Podsumowując:
ChiChi4U na pewno zachęca klientów wyglądem, do tego naprawdę miła obsługa sprawi, że pobyt w tej knajpie będzie naprawdę miły. Jeśli chodzi o jedzenie to Cheesburger, którego pałaszowałem był naprawdę wyśmienity, jeśli dodamy do tego prawdziwe frytki (nie takie które po 2 minutach stają się gumowe, a zjedzenie ich w takim stanie prawie za każdym razem kończy się dłuższym posiedzeniem w toalecie) i bardzo przystępne ceny - to możemy spokojnie polecać to miejsce każdemu kto lubi taki rodzaj jedzenia.

Skala Pyszności (1 - 10)
Sam jestem w szoku ale z miłą chęcią daję 8!

wtorek, 31 maja 2016

Pyrabar - Strzelecka 13

Od dzieciństwa twierdziłem, że obiad bez ziemniaków, to nie jest obiad. Dlatego dzisiaj obiad zjem w barze, który praktycznie w każdym daniu w swoim menu ma ziemniaki, a uszczegóławiając są to poznańskie „PYRY”.

Jesteśmy na w miarę zadbanej i częściowo odnowionej ulicy w pobliżu Starego Rynku. Na tejże ulicy znajduje się galeria handlowa Kupiec Poznański, ale także dość mały, lecz przyjemny park o dziwnej nazwie „Zielone ogródki imienia Zbigniewa Zakrzewskiego” (i nie chodzi tutaj o byłego piłkarza Lecha Poznań) - nie mam pojęcia, dlaczego słowo „ogródki” jest tutaj użyte w nazwie i to w liczbie mnogiej, ale jak wszystko w naszym kraju, ma to na pewno swoje logiczne wytłumaczenie. :)

Niestety wejście do naszej knajpy jest bardzo słabo widoczne. Po wejściu do środka ukazuje się nam (o ile wnętrze nie jest tak zatłoczone, że trudno cokolwiek dostrzec) ładne, urządzone z pomysłem wnętrze. Pierwsze na co zwróciłem uwagę, to krzesła które są pomalowane na różne kolory (biały, czerwony i czarny). Na ścianach wiszą plakaty, niczym z PRL-u, ukazujące tytułową PYRĘ.

Zamawiam:
Pyry z bzikiem („Pyra z pieca w towarzystwie smakowitego twarożku z czerwoną cebulką, szczypiorkiem i odrobiną masła”) - 14,00 zł
Pomylone gary - zapiekanka - („Ziemniaczane talarki w sosie bolońskim z mięsem mielonym, białą cebulką i pomidorami, przyprószone mozzarellą”) - 16,00 zł
Kompot - 3,00 zł
Tak to nie pomyłka zamawiam dwie porcje obiadowe, mimo, że Pani kelnerka nie chciała w to uwierzyć, tłumacząc, że są to naprawdę duże porcje. Wiem, że nie wyglądam na takiego, który dużo je, ale mój brzuszek podpowiadał mi, że dzisiaj jedną porcją się nie naje. :)

Po złożeniu zamówienia Pani wręczyła mi wielkiego ziemniaka z wbitą tabliczką z numerkiem zamówienia... Według mnie jest to naprawdę ciekawy pomysł - stolik z wielką pyrą na środku wygląda naprawdę okazale. :)

  • Pyry z bzikiem - możliwe, ze ktoś zapomniał o moich pyrach, bo niektóre były dosłownie spalone, ale za to twarożek był bardzo dobry.
  • Pomylone gary - nie wiem, skąd kucharz wziął to mięso, ale chyba nie z dobrego mięsnego sklepu... Nie chce się chwalić, ale myślę, że jestem w stanie w 45 minut (bo taki był czas oczekiwania) przyrządzić dwa razy lepszą zapiekankę ziemniaczaną niż ta, którą tutaj dostałem...
  • Kompot - gdyby tak jak smakował mi kompot smakowała reszta posiłku, to w skali pyszności byłaby dycha!!!


Podsumowując:
Jeśli ktoś lubi ziemniaki, to na pewno znajdzie tutaj coś odpowiedniego dla siebie i to w bardzo korzystnej cenie. Do minusów należy na pewno fakt, że wielkość porcji nie rzuca na kolana, ale także walory smakowe jedzenia mocno mnie rozczarowały, oczywiście oprócz kompociku. :)
Jednakże do plusów należy wygląd baru oraz sympatyczna obsługa. :)

Skala Pyszności (1-10)
Wygląd i Kompot ratują sytuację! 6

środa, 17 lutego 2016

Gospoda Poznańska - Stary Rynek 82

Po raz kolejny gościmy na poznańskim Starym Rynku. Tym razem odwiedzimy restaurację, o której odwiedzeniu myślałem od jakiegoś już czasu. Moją uwagę przykuwał wygląd knajpy. Z zewnątrz, już z daleka widoczne jest charakterystyczne logo z poznańskimi koziołkami. Po przekroczeniu progu Gospody musimy przejść przez drzwi wahadłowe rodem z Dzikiego Zachodu.

W środku witają nas duże obrazy przedstawiające czarno-biały Poznań z dawnych czasów oraz obecnie. Wnętrze jest bardzo klimatyczne. Przyciągają uwagę przede wszystkim ceglane filary oraz wyłożona deskami podłoga. Na dodatek, jeśli zabraknie miejsc na parterze, możemy udać się na piętro. Po wejściu do środka byłem naprawdę oczarowany. W głowie słyszałem głos, mówiący: "Czad!!!". :)

Zajmuję miejsce przy chyba trochę za małym stoliku, ale na tym etapie nie zwracam uwagi na taki szczegół. Po chwili znienacka napada na mnie kelnerka i rzuca na mój stolik menu... To nie żart - przebiegła koło stolika, wychyliła się przez barierkę oddzielającą taras od przejścia do kuchni i rzuciła mi na stolik menu, po czym bez słowa pobiegła dalej. Karta dań wygląda bardzo ciekawie. Nie dość, że na każdej stronie jest wstawka z widokiem miasta, to do tego typowe poznańskie nazwy niektórych dań. W mig zapomniałem o kelnerce-duchu. :)

Zamawiam:
Polędwiczka ze świni wielkopolskiej - 31,00 zł
Moje danie to - i tu cytat z oryginalnego menu - "Grillowana w plastrach aromatycznego boczku polędwiczka wieprzowa podana z pyrami w łupinach z gzikiem oraz sałatką ze świeżych warzyw".
Czy to nie brzmi pięknie? :)

  • Polędwiczki w boczku - naprawdę bardzo smaczne, mimo tego, że boczek wyglądał jak z taniego supermarketu, do tego był jeden duży minus - polędwiczki były chłodne...
  • Pyry w łupinach - nie wiem, czy zabrakło komuś prądu czy gazu, ale ziemniaki były po prostu zimne!!!
  • Gzik - to, że gzik był zimny, to akurat jego atut, :) - bez żadnych zastrzeżeń.
  • Sałatka ze świeżych warzyw - nie wiem, co autor miał na myśli, ale ja tam świeżych warzyw nie wiedziałem, no chyba, że chodziło o świeżo wyjęte z lodówki, a do tego co, to za sztuka połamać trochę sałaty i dać na czubek jej góry kleksa ze śmietany 18%...
Podsumowując:
Restauracja z zewnątrz, jak i wewnątrz wygląda naprawdę bardzo intrygująco, jedzenie nie jest złe, ale właściciel powinien pamiętać o płaceniu rachunków w terminie - może wtedy będą podawać ciepłe posiłki, natomiast jeśli chodzi o obsługę... Powiem w skrócie: przez cały pobyt w Poznańskiej Gospodzie nie usłyszałem od Pani kelnerki ani jednego słowa proszę...

Skala Pyszności (1-10)
Niestety tylko 6!

niedziela, 31 stycznia 2016

Picco Bello - Sczanieckiej 8B

Dzisiaj udamy się na ulicę Sczanieckiej (nie jak to większość mieszkańców mówi Szczanieckiej). :) Szare kamienice stłoczone blisko siebie, jak to bywa w centrum miasta zastępują wcale nie ładniejsze, ale już nie w takim ścisku ułożone, budynki. Plusem tego rejonu miasta jest bliskość Parku Kasprowicza i Parku Wilsona, gdzie można udać się na spacer.

Nasze Bistro mieści się na parterze nowego apartamentowca. Dopiero po kilku przejściach w pobliżu lokalu zauważyłem, że takowy tam się znajduje. Brakuje szyldu, który od razu przyciągnąłby uwagę przechodnia.

Jak już znajdziemy naszą "knajpę" i wejdziemy do środka - od wejścia przywita nas wesołe "dzień dobry" pań zza lady. Wnętrze całkiem schludne, zachęcające gości do zajęcia miejsca przy stolikach. Styl menu Picco Bello przypomina bary mleczne (ceny też). Do wyboru codziennie mamy dwa rodzaje mięsa do tego purée lub ryż/kaszę, a także dwa rodzaje surówek - jeśli jednak przyjdziesz za późno, możesz nie mieć takiego wyboru. :)

Zamawiam roladę rzymską z jajkiem do tego purée, ogórki kiszone i zupę porową. 
Cena jest zachęcająca - 11,99 zł za pierwsze danie, do tego 4,90 zł za zupę.
  • Rolada rzymska z jajkiem - w smaku nie za bardzo przypominała mięso, ale całe szczęście była lepsza niż najtańsze parówki.
  • Purée - nie da się chyba zrobić purée, które nie będzie dobre, :) no chyba, że robimy je z proszku.
  • Ogórki kiszone - nie były to ogórki robione przez babcię, ale żeby tak przyrządzone ogórki nie były zjadliwe, ktoś musiałby się naprawdę bardzo postarać.
  • Zupa porowa - takowej jeszcze nigdy nie jadłem, a że osobiście uwielbiam por, to nie mogłem się jej oprzeć. Okazało się, że w smaku nie różni się ona od zupy cebulowej; nawet miałem takie wrażenie, że komuś pomyliły się nazwy.
Podsumowując:
Jeśli jesteś studentem lub po prostu chcesz zjeść tani obiad, to zapraszam do Bistro Picco Bello. Zjesz tutaj za naprawdę nieduże pieniądze, a jeśli chodzi o walory smakowe, to na pewno nie dostaniesz tutaj jedzenia, po którym musiałbyś biec od razu do łazienki, ale rewelacji też nie ma.

Skala Pyszności (1-10)
Mimo bardzo miłej obsługi 4!

piątek, 29 stycznia 2016

Fiszka Fish And Chips - Taczaka 17

Idąc ulicą Taczaka, nasz wzrok może przykuć wiele rzeczy. Są to np. psie odchody na chodniku, a także żule chowający się po bramach. Czasem na horyzoncie dostrzeżemy jakiś kolorowy szyld.
Nikt praktycznie nie zwraca uwagi na małą knajpkę z wymalowanymi białymi farbami rybami na szybach. Jeśli już ktokolwiek odważy się zajrzeć do środka, przywita go schludny, lecz zupełnie nie kojarzący się z rybami (na co częściowo nastawia nas nazwa) ekwipunek "knajpy". Pierwszą rzeczą która przykuje wzrok każdego zbłąkanego jegomościa jest toaleta... Pomalowana na wzór londyńskiej budki telefonicznej - robi fajne wrażenie, :) lecz nie po to chyba tu przyszliśmy. :)

Dopiero po podejściu do lady usłyszymy, jakby wymuszone, "Dzień dobry" od Pani, która na pewno
swoją miną nie zachęca do podejścia.

Zamawiam zestaw z dorszem (ryba, frytki, surówka). Cena jest całkiem znośna - 17 zł. Obiad podawany jest na papierowych talerzykach, jednakże są one po pierwsze dużych rozmiarów, a po drugie są one naprawdę ładne. Do tego na widok tak podanego obiadu nawet tak sceptycznie nastawiony gość jak ja zaczyna się lekko uśmiechać.
  • Ryba - pierwsza klasa, może trochę za dużo panierki, ale jest ona naprawdę smaczna.
  • Frytki - wreszcie nie są to cienkie, gumowe niedające się jeść frytki (jak np. w McDonaldzie czy KFC) - nie ma to jak gruba, niespalona frytka. :)
  • Surówka - ciężko mi ocenić z czego ona była, ale tak jak prawie wszystko na moim talerzu wizualnie, a przede wszystkim smakowo naprawdę pierwsza klasa.
  • Sos - nie ma wielkiego wyboru, ja zamówiłem koperkowy, który o dziwo naprawdę smakował jak sos koperkowy.

Ostatnim składnikiem zestawu była "papka" z groszku... Był to jedyny element obiadu, który nie był smaczny. Zmiksowany groszek podawany na ciepło to, przynajmniej dla mnie, nie był dobry pomysł.

Podsumowując:
Knajpa może wizualnie nie zachęca gości do odwiedzin, ale wszytko nadrabia naprawdę smacznym i do tego estetycznie podanym jedzeniem.

Skala Pyszności (1-10)
Z czystym sumieniem daję ocenę 7!